Dodał: Kino Żydowskie/ izraelskie. reżyseria: Norman Jewison. scenariusz: Joseph Stein. gatunek: DramatMusical. produkcja: USA. W małej wiosce nowy dzień budzi się do życia, na tle wschodzącego Słońca, stojąc na dachu, zaczyna grać tytułowy skrzypek. Każdy z nas tutaj jest skrzypkiem na dachu – mówi widzom Tevye - główny bohater.
Skrzypek na dachu (ang. Fiddler on the Roof) - znany musical z muzyką Jerry`ego Bocka, słowami Shaeldona Harnicka i libretto Josepha Steina. Historia jest luźno oparta na książce „Dzieje Tewji Mleczarza” autorstwa rosyjskiego …
Chomikowe rozmowyPokaż wszystkie. Musisz się zalogować by móc dodawać nowe wiadomości do tego Chomika. skrzypek na dachu • muzyka • pliki użytkownika drcoppelius przechowywane w serwisie Chomikuj.pl • fiddler on the roof do you love me.mp3, Skrzypek na dachu Klezmer Trio.mp3.
AKTUALIZACJA: 19.07.2016, PUBLIKACJA: 18.06.2014 Kultura i sztuka. Spektakl „Skrzypek na dachu”, z muzyką Jerry'ego Bocka, Opera Krakowska wystawi w niecodziennej scenerii – w plenerze, na terenie zabytkowych obiektów dawnej gazowni miejskiej na Krakowskim Kazimierzu. Premiera odbędzie się w sobotę.
Premiera musicalu miała miejsce w 1964 roku. Na podstawie musicalu w 1971 r. nakręcono fantastyczny film w reż. Normana Jewisona. Skrzypek na dachu był jednym z pierwszych musicali, jakie oglądałam. Być może to właśnie od niego zaczęła się moja miłość do tego gatunku muzycznej sztuki.
Skrzypek na dachu, reż. Maciej Korwin - Teatr Powszechny im. Jana Kochanowskiego w Radomiu (premiera 31.12.2008 r.), w roli Tewiego - Witold Szulc
. Skrzypek na dachu brzmiał szalenie. „Wiedzieliśmy, jaka będzie reakcja” – mówi autor książki Joseph Stein. „’Chcecie zrobić musical o starych Żydach w Rosji, którzy przeżywają pogrom? Co wam odbiło?””. Jednak dziś produkcje musicalu autorstwa Steina, kompozytora Jerry’ego Bocka i autora tekstów Sheldona Harnicka są tak samo tradycją teatru muzycznego, jak codzienne modlitwy Tewjego są tradycją judaizmu. W nowym filmie dokumentalnym Skrzypek: Miracle of Miracles, który trafi do wybranych kin 23 sierpnia, twórcy filmu Max Lewkowicz i Valerie Thomas badają, w jaki sposób Skrzypek zapuścił korzenie i rozrósł się do globalnego międzypokoleniowego fenomenu – musicalu, który od swojego debiutu w 1964 roku grany jest każdego dnia gdzieś na świecie. Sheldon Harnick, Joseph Stein, Jerry Bock i Jerome Robbins Twórcy Stein, Bock i Harnick ujawniają wczesne dni jego powstawania, w tym prywatne dema, których używali do pisania piosenek. Producent Harold Prince dzieli się tym, dlaczego zatrudnił Jerome’a Robbinsa, zamiast samemu wyreżyserować musical. Lin-Manuel Miranda zgłębia kulturowe implikacje i wpływ musicalu – i dlaczego wykonał piosenkę z żydowskiego musicalu na własnym ślubie. Krytycy teatralni, historycy, żydowscy badacze i inni analizują mało znane fakty dotyczące historii, wpływu i tego, dlaczego Skrzypek jest cudem. 1. Sheldon Harnick i Jerry Bock nie zamierzali napisać historii o Tewje Mleczarzu.„Ktoś przysłał mi książkę Szoloma Alejchema Wędrujące gwiazdy – dickensowską powieść o trupie teatru jidysz objeżdżającej całą Europę Wschodnią – i bardzo mi się spodobała” – mówi Harnick w filmie dokumentalnym. „Dałem ją Jerry’emu Bockowi, a on ją pokochał. Pomyśleliśmy, że jest w niej musical i zastanowiliśmy się: 'Kto byłby odpowiednią osobą do napisania tej książki? I pomyśleliśmy o Joe Steinie.” Ale Stein powiedział nie, to nie był ten. Zwrócił się do opowieści Sholoma Alejchema o Tewje i jego córkach. To był początek Skrzypka na dachu. 2. Harnick i Bock pisali osobno.„Sheldon i ja, zapoznawszy się nieco z książką, rozdzielaliśmy się i ja zgadywałem, jaki rodzaj muzyki wybrać, jeśli chodzi o nastrój, epokę, charakter i tak dalej. Wysyłałem więc Sheldonowi pół tuzina melodycznych zgadywanek” – mówi Bock. „Zawsze z niecierpliwością czekałem na te taśmy, które Jerry wysyłał” – kontynuuje Harnick. „Na każdej taśmie jedna lub dwie z nich pokrywały się z pomysłami, które miałem na teksty piosenek”. To, co Bock mówi „Shelowi” w nagranym wstępie na jego melodyjnym demo „If I Were a Rich Man” jest bezcenne. (Musicie obejrzeć, żeby to usłyszeć.) READ: Birth of a Classic: Listen to Bock and Harnick’s Fiddler On the Roof Demos 3. Trio wiedziało, że będzie to trudne do wyprodukowania przedstawienie – ale nie zdawali sobie sprawy jak było nasze dziecko i pracowaliśmy nad nim przez wiele lat,” wspomina Stein. „Pomimo tego, że odnieśliśmy sukces, ze wszystkich przedstawień, które zrobiłem, najtrudniej było mi znaleźć producenta do Skrzypka.” 4. Hal Prince zgodził się na produkcję, ale odmówił propozycji reżyserii. Zamiast tego Prince zaproponował Jerome’a Robbinsa, z którym pracował przy West Side Story. „Mój sposób myślenia był bardzo jasny” – mówi Prince. „To musiało mieć uniwersalność i jego niesamowitą zręczność w ruchu.” 5. Robbins nie był początkowo przekonany, ale eksperci uważają, że jego osobista historia doprowadziła do jego zaangażowania jako Robbins był chłopcem, rodzice zabrali go do Rajanki w Rosji, aby odwiedzić dziadków. Lata później, w 1958 roku, Robbins był w Europie i zrobił objazd do Rajanki. Nic tam nie pozostało. Cała żydowska populacja została unicestwiona w Holokauście. „Uświadomienie sobie, że to odeszło na zawsze … to bardzo go dotknęło” – mówi Ted Sperling. 6. Budżet musicalu wynosił 250 000 dolarów. omyślcie o tym. 7. „Tradycja” nie istniała we wczesnych szkicach – nie jako otwieracz, w ogóle.„Mieliśmy regularne spotkania i Robbins mówił: 'O czym jest ten spektakl?'”, mówi Harnick. „A my odpowiadaliśmy: 'Cóż, chodzi o mleczarza i jego pięć córek, które mogą wyjść za mąż'. A on na to: 'Nie, to nie to nadaje tym historiom moc'.” „Ostatecznie powiedzieliśmy: 'Na litość boską, Jerry, chodzi o tradycję, prawda?'. A Jerry powiedział: 'Napisz to'”, mówi Prince. „To odblokowało wszystko, czego ten spektakl potrzebował”. Ale po tym jak Bock i Harnick napisali to, podczas pierwszych ośmiu tygodni prób w Nowym Jorku, Robbins raz po raz odmawiał wystawienia tego numeru. W końcu, pewnego dnia przyszedł i wystawił go w 30 minut. 8. Tekst, który znamy dzisiaj do „Tradition” nie jest tekstem, który Bock i Harnick napisali rzeczywistości, dwa wykonali inną wersję w telewizji! Wers zaczynał się „There’s noodles to make and chicken to be plucked / And Liver to be chopped and challah to be baked”. W filmie można usłyszeć, jak Harnick i Bock śpiewają pełny fragment. 9. Taniec z butelkami został zainspirowany chasydzkim choreograf Robbins zawsze robił badania i zawsze był przygotowany. On i Stein poszedł do chasydzkiego ślubu dla inspiracji dla ruchu w show-specifically Tzeitl i Motel ślub. „Bardzo ujęła go dzikość tańca” – mówi Stein. „Jeden z mężczyzn tańczył z butelką na głowie. Zobaczyłem to i pomyślałem, że to interesujące i to wszystko, co pomyślałem. Zobaczył to i zobaczył taniec.” „Myślę, że to trochę jak małżeństwo” – mówi Bartlett Sher, który wyreżyserował broadwayowską rewię z 2015 roku. „Trzymasz butelkę na głowie i starasz się utrzymać równowagę, kiedy wchodzisz w bardzo intensywny i głęboki związek.” Zobacz: 7 najważniejszych punktów wystawy Jerome’a Robbinsa w Nowojorskiej Bibliotece Publicznej w Lincoln Center 10. Próba poza miastem odbyła się w Detroit i nie wróżyła nic został wystawiony w Fisher Theatre w Detroit, Michigan. (Listę piosenek z tej wersji przedstawienia można zobaczyć na ekranie). Recenzje… nie istniały, na szczęście. „Był strajk gazet”, mówi Prince, „i zadzwoniłem, żeby dowiedzieć się, jakie byłyby recenzje w gazetach, a one zostały opublikowane i były złe”. Variety jednak opublikowało i stwierdziło, że w programie nie było żadnych zapadających w pamięć piosenek. 11. Wśród wyciętych piosenek była jedna z ulubionych piosenek Bocka i Harnicka. W miejscu, gdzie teraz słyszymy „Anatewkę”, ponurą melodię o exodusie, była satyryczna piosenka „When Messiah Comes”, o tym, jak Bóg przeprosi Żydów za wszystko, przez co przeszli w ciągu ostatnich lat – łącznie z ostatnią eksmisją. Publiczność nie chciała tego słuchać. To nie był moment, w którym można by było lekko podejść do sytuacji. Twórcy postawili więc na wzniosłość. (Uwaga, była też kiedyś piosenka dla Motela o jego „słodkiej, słodkiej maszynie do szycia”) 12. „Do You Love Me?” było fantazją autora tekstu gorzko walczyli podczas wychowania Harnicka. Czułość w tej piosence była dla niego spełnieniem marzeń: „Kiedy pisałem tę piosenkę, życzyłem sobie, żeby mój ojciec i matka mieli tego rodzaju relacje” 13. Prince okazał się gościnnym broadwayowskim spektakl trafił na główny trzon, kolejka kupujących bilety ciągnęła się wokół bloku na 45. ulicy prowadzącego do Imperial Theatre. Prince serwował kawę wszystkim w kolejce. 14. Po sukcesie spektaklu scenicznego przyszedł czas na film; ale nie obyło się bez czkawki podczas „Gdybym był bogaczem”Chaim Topol został obsadzony w roli Tewjego w filmowej adaptacji Skrzypka. Reżyser Norman Jewison wyjaśnia w dokumencie, dlaczego wybrał Topola zamiast oryginalnego Zero Mostela. Topol wspomina, że kręcenie „Bogacza” zajęło trzy dni i że brzmi trochę dziwnie, bo śpiewał z bolesnym bólem zęba. 15. Ostatnia scena, jaką nakręcili do filmu, była najbardziej emocjonalna dla Topola jako sceną, jaką nakręcił Topol, było jego pożegnanie z Hodlem na dworcu kolejowym. „Dla mnie to najbardziej raniące miejsce w filmie, w sztuce” – mówi Topol. „Ta scena pozostała w mojej głowie, w moim sercu przez lata.” 16. Tytuł pochodzi od artysty Marka czerpał inspirację z obrazów Chagalla, jeśli chodzi o emocjonalny ton utworu, jak również jego scenografię autorstwa Borisa Aronsona. Aronson namalował domy wieśniaków na niebie na kropli, jako hołd dla Chagalla. Ale to również tam musical znalazł swój tytuł. „Jeden z jego obrazów przedstawiał mężczyznę grającego na skrzypcach, który stoi, właściwie unosi się nieco ponad dachem, ale wygląda, jakby na nim stał” – mówi Harnick. „Zafascynował nas ten obraz i jeden z nas zaproponował tytuł: Skrzypek na Dachu.” Spojrzenie wstecz na Zero Mostela w Skrzypku na Dachu Spojrzenie wstecz na Zero Mostela w filmie pt. Mostel in Fiddler on the Roof 11 PHOTOS Zero Mostel for the Performing Arts Zero Mostel, Austin Pendleton, i obsada Friedman-Abeles/©NYPL for the Performing Arts Zero Mostel, Beatrice Arthur, i obsada Friedman-Abeles/©NYPL for the Performing Arts Zero Mostel i obsada Friedman-Abeles/©NYPL for the Performing Arts Zero Mostel i obsada for the Performing Arts Działanie
Wzrusza znakomita i pięknie śpiewająca Jolanta Żmurko jako Gołda. Filozoficzne dialogi Tewjego z Panem Bogiem nieodmiennie budzą uśmiech - Bogusław Szynalski jest bardzo dobry aktorsko, ale gorzej zaśpiewał partię MleczarzaDzieje żydowskich mieszkańców Anatewki, których zwyczajne życie niszczy wielka historia pod postacią nadciągającej rewolucji 1905 roku, nieodmiennie wzrusza wciąż nowe pokolenia widzów. Opera Wrocławska wystawiła "Skrzypka na dachu" w 2002 roku i pokazywała w Hali Ludowej i plenerze; teraz wznowiła spektakl w tej samej inscenizacji, ale zaprezentowana go na scenie przy Świdnickiej. Słynny musical nic nie stracił ze swojej świeżości. Adam Frontczak, adaptator "Skrzypka...", przeniósł chagallowską scenografię Ryszarda Kai i skondensował ją po obu stronach ciasnej scenicznej uliczki. Uliczki, którą zamyka górski horyzont. Tym samym Anatewka zyskała wygląd małej miejscowości, niczym z Dolnego Śląska. Pod okiem Boga rozsypuje się cały świat. Świat tradycji, reprezentowany przez stare pokolenie Żydów, którym sprzeciwiają się dorastające córki, do tej pory skazane na małżeństwa przez swatkę, a dziś dokonujące własnych, niezależnych wyborów. I świat całej społeczności, wypędzonej z Anatewki rozkazem władz reprezentowanych przez policjanta, na szczęście dobrodusznego (dobry Wiktor Gorelikow). Muzycznym konsultantem "Skrzypka..." był Leopold Kozłowski, zwany ostatnim klezmerem Galicji. Orkiestrze Opery udała się sztuka grania w klimacie prawdziwej żydowskiej kapeli. Pod kierunkiem Ewy Michnik czuje się ducha Anatewki, a Skrzypek - Adam Czermak - jest dobrym skrzypkiem i wzruszająco podkreśla nastrój musicalu. Bardzo dobrzy byli młodzi soliści: Dorota Dut-kowska (Cajtla), Katarzyna Haras (Hudel), Jacek Jaskuła (Perczyk) - nie tylko dobrze śpiewający, ale ciekawie wykładający klasową interpretację Biblii. Wzrusza znakomita i pięknie śpiewająca Jolanta Żmurko jako Gołda. Filozoficzne dialogi Tewjego z Panem Bogiem nieodmiennie budzą uśmiech - Bogusław Szynalski jest bardzo dobry aktorsko, ale gorzej zaśpiewał partię Mleczarza. Jedną z najlepszych scen spektaklu jest ta w małżeńskim łóżku, kiedy Tewje opowiada sen o ukazaniu się babki Cajti, żądającej, by jej wnuczka wyszła za ubogiego krawca. Świetnie spisał się balet, dając kilka znakomitych popisów, wśród nich taniec z butelkami. Aktorsko, tanecznie i wizualnie wznowienie "Skrzypka na dachu" bardzo się powiodło."Skrzypek na dachu", reż. Marek Weiss, kierownictwo muzyczne Ewa Michnik, spektakl 6 stycznia na scenie Opery Wrocławskiej.
Teatr Muzyczny inauguruje Koncertem Sylwestrowym sezon jubileuszowy. Sprawdźcie czego można się po nim spodziewać. Koncerty Sylwestrowe w Gdyni mają swoją kilkunastoletnią tradycję. To dwuaktowe gale, przybliżające spektakle Teatru Muzycznego za pomocą wybranych piosenek, a zarazem zapowiadające i komentujące nadchodzące wydarzenia. Tegoroczna "Rewia Jubileuszowa" otwiera sezon jubileuszowy Muzycznego bardzo efektownie i "Rewii Jubileuszowej" po podniesieniu kurtyny wita umieszczona nad sceną orkiestra pod batutą Dariusza Różankiewicza. Już po chwili widzimy również artystów Muzycznego, którzy dwoją się i troją w prologu składającym się fragmentów z nawiązujących do rozmaitych spektakli tego teatru. Wartka akcja i niezwykła, nawet jak na gdyński teatr, dynamika towarzyszyć nam będzie już do końca Sylwestrowy, grany w styczniu "na bis", tym razem w pierwszym akcie składa się z migawek z przeszłości, w których w telegraficznym skrócie przybliżane są spektakle i widowiska z czasów kolejnych dyrektorów Teatru Muzycznego: Danuty Baduszkowej, Andrzeja Cybulskiego, Jerzego Gruzy, Macieja Korwina i obecnego dyrektora Igora Michalskiego. Oprócz wizytówki artystycznej, reżyser wieczoru Bernard Szyc zdecydował się przedstawić Baduszkową, Gruzę i Korwina za pomocą materiałów archiwalnych, pokazujących ich przy pracy lub w trakcie wypowiedzi na temat prowadzonego przez siebie teatru. Działalność każdego z dyrektorów poprzedzona jest krótkim wstępem zmieniających się w tej funkcji aktorów Muzycznego. Bernard Szyc miał oczywiście kłopot bogactwa. Z przeszło 400 premier Muzycznego musiał wybrać te, które warto wyróżnić piosenką. W przypadku Danuty Baduszkowej przypomniano repertuar operetkowy ( "Usta milczą, dusza śpiewa" z "Wesołej wdówki" czy "Wielka sława do żart" z "Barona cygańskiego") i wykonano "Kankana" z "Orfeusza w piekle". Najmniej spektakularną i najkrótszą z dyrekcji (Andrzeja Cybulskiego) podsumowano zestawem piosenek lwowskich z obowiązkowym w tej sytuacji "Tylko we Lwowie" na czele i najważniejszą premierą tego okresu w teatrze - "Kolędą Nocką", z której wybrano poruszający "Psalm stojących w kolejce".11-letnią dyrekcję Jerzego Gruzy zaznaczono dwoma utworami ze "Skrzypka na dachu" i "Jesus Christ Superstar", zaś 16-letni okres dyrektorowania Macieja Korwina podkreślono utworami z "Evity" ("Nie żegnaj mnie Argentyno"), "Chicago", "Shreka" ("Inne jest piękne"), "Spamalota" ("Życie piękny ma smak"), "Scrooge`a" ("Wielkie dzięki ci") i "Szachów". Osobnego bloku będącego kompilacją tytułów aktualnych ("Wiedźmin", "Chłopi", "Lalka") i zdjętych już z afisza ("Francesco", "Zły") doczekał się pracujący od blisko dwóch dekad w Muzycznym reżyser Wojciech Kościelniak. Wkład obecnego dyrektora, Igora Michalskiego, podkreślono wykonaniem najsłynniejszego z przebojów "Notre Dame de Paris" - "Belle".W pierwszym "wspominkowym" akcie ważną rolę odgrywają rytm i dynamika. Kolejne sceny często krzyżują się ze sobą: entuzjazm roztańczonych żydów po "Tańcu z butelkami" ze "Skrzypka na dachu" gasi Jezus przechodzący przez scenę podczas piosenki "Biedna Jerozolima" ("Jezus Christ Superstar"), a z drzew ze "Shreka" wyłaniają się rycerze Okrągłego Stołu ze "Spamalota". W ten sposób niemal bez chwili wytchnienia upływa cały pierwszy akt Koncertu Sylwestrowego. Druga część wieczoru zaczyna się dynamicznym "I got rhythm" z musicalu "Crazy For You", który jest okazją do przyjrzenia się tanecznym umiejętnościom "narybku" Muzycznego - adeptom II i III roku Studium Wokalno-Aktorskiego im. Danuty Baduszkowej w Gdyni. Potem dzięki akrobatkom Teatru Tańca Mira-Art obejrzeć można efektowną "Impresją architektoniczną" na temat rozbudowy teatru. Najbardziej spektakularnym momentem całego show jest jednak występ zespołu Teatru Muzycznego do repertuaru Luisa Fonsi, za pomocą którego dowcipnie przedstawiono życie teatru, przybliżając ludzi teatru innych niż artystyczne profesji. Zarówno "Stomp", jak i "Despacito" (w tłumaczeniu Muzycznego "Pasi mi to") to brawurowy kabaret na kilkudziesięciu cały spektakl scenami zbiorowymi stoi. Świetnie widać to na przykładzie "You can`t stop the beat" z musicalu "Hairspray", który zagości w Muzycznym wiosną przyszłego roku czy podczas "Another day of sun" z filmu "La la land". W konwencji bajki o Królewnie Śnieżce (w tej roli dyrygująca towarzystwem Agnieszka Szydłowska, odpowiedzialna z przygotowanie wokalne artystów) i krasnoludków zaprezentowano z kolei śpiewane a cappella fragmenty piosenek z Disneya. Nie zabrakło również zapowiedzi najbliższej premiery - "Gorączki sobotniej nocy" (piosenka "How deep is your love"), gorących latynoskich tanecznych rytmów (samba, rumba, cha-cha, pasodoble czy jive w oryginalnych choreografiach), odrobiny nostalgii ("Zacznijmy od Bacha" Zbigniewa Wodeckiego), utworu instrumentalnego ("Suita na trzy fortepiany" z musicalu "West Side Story") oraz wymarzonego przez artystów i widzów Muzycznego - "Króla Lwa". Poruszająca piosenka z tego musicalu, "Krąg życia", dzięki akrobacjom i energii artystów, zebrała największy aplauz podczas pierwszego z koncertów noworocznych. Spektakl jest niezwykłym wyzwaniem logistycznym, bo na jego potrzeby przygotowano 1100 kostiumów, zakładanych przez niemal 80 artystów. Układy zbiorowe ("Superstar" z "Jezus Christ Superstar", "Wielkie dzięki ci" ze "Scrooge`a", "Jedzta, pijta" z "Chłopów", "Jazz babariba" ze "Złego" czy "You can`t stop the beat" z "Hairspray") idą w parze z imponującymi układami tanecznymi ("Kankan" z "Orfeusza w piekle", "Tango Roxanne" z musicalu "Moulin Rouge" czy tańce towarzyskie) i - co akurat nie dziwi - bardzo dobrym przygotowaniem wokalnym. Błyszczą Agnieszka Kaczor i Magdalena Smuk w imponującym dzięki ustawionej na całą długość sceny 60-osobową kolejkę "Psalmie stojących w kolejce" z "Kolędy Nocki" (Smuk zapada w pamięć również jako główny wokal "Kręgu życia" z "Króla Lwa"). Świetnie utwór "Superstar" ("Jezus Christ Superstar") śpiewa Krzysztof Wojciechowski. Bardzo dobrze wypada również Anna Maria Urbanowska w "Czy pan to widzi" z "Lalki" i Katarzyna Kurdej w "Jazz babariba". Gwiazdą połączonego układu zbiorowego "Stomp" i "Despacito" jest Marcin Słabowski. Tkliwie i lirycznie "How deep is your love" z "Gorączki sobotniej nocy" wykonuje duet Maja Gadzińska - Sebastian Wisłocki. Dobrze z "Another day of sun" z "La la land" radzi sobie Mariola Kurnicka, zaś w "Belle" z "Notre Dame de Paris" (wspólnie z Krzysztofem Kowalskim i Maciejem Podgórzakiem) oraz solowo podczas "Zacznijmy od nowa" świetnie śpiewa Artur Guza. W zespole baletu tym razem pierwszą solistką jest Paulina Kroszel, która świetnie radzi sobie z pełnym emocji "Tangiem Roxanne" ("Moulin Rouge") i wraz z Agnieszką Zalas i Urszulą Bańką wyróżnia się na tle bardzo dobrze dysponowanego baletu Teatru Muzycznego w Gdyni. Po raz kolejny doskonale w produkcji Teatru Muzycznego sprawdza się też Akrobatyczny Teatr Tańca Mira-Art prowadzony przez Mirę tym razem odszedł od schematu, w którym uteatralizowana pierwsza część wypada dużo korzystniej od statycznej gali z klasyczną konferansjerką. Takiego prowadzenia wieczoru tym razem nie ma. W roli przygodnych konferansjerów dobrze wypadają aktorzy Muzycznego z różnych pokoleń, choć najlepiej daje się zapamiętać obdarzony naturalnym talentem komicznym Marek Sadowski w komediowym wprowadzeniu do fortepianowej wersji "West Side Story". Nie ma też, na szczęście, w Koncercie Sylwestrowym zbędnych z punktu widzenia tempa widowiska czerstwych dowcipów, czyli popularnych "sucharów". Dzięki temu całość jest zbilansowana, a nastrój dobrej zabawy ani przez moment nie zostaje zakłócony. Tak skonstruowany program piosenek jest najdojrzalszą i najlepiej dopracowaną formą tego typu rozrywki, jaką widziałem dotąd w Teatrze Muzycznym. Żywiołowy finał podrywa publiczność z foteli, bo też artyści "Rewii Jubileuszowej" na owacje na stojąco w pełni zasługują.
Skup butelek, skrzynek, transporterów, butelki: piwo, wino, woda, itpDąbrowa Tarnowska - 24 lipca 2022Obserwuj
Do takich refleksji skłania zakończony niedawno II Festiwal Teatrów Muzycznych, na którym wystąpiło dziewięć polskich zespołów. Nieobecna była tylko stołeczna Roma. Każdy teatr mógł zaprezentować to, co ma w repertuarze najlepszego, otrzymaliśmy zatem przegląd tytułów, które zapisały się w historii musicalu. Najświeższe w zestawie były bowiem przeboje Broadwayu z poprzedniej dekady: „Rent" Jonathana Larsona oraz „Ragtime" Stephena Flaherty'ego i Terrence'a McNally'ego. Na więcej nas nie stać, nie możemy nadążać za światową modą przede wszystkim ze względów finansowych. Nieprędko zatem zobaczymy w polskiej wersji takie hity ostatnich lat jak „Mamma Mia!" czy „Król Lew". Licencja na ich inscenizację kosztuje ponad milion dolarów, potrzebny jest nie tylko hojny sponsor, ale także późniejsza intensywna eksploatacja spektaklu przy pełnej widowni, co daje szansę na zwrot wyłożonych pieniędzy. Na takie rozwiązanie decyduje się jedynie Teatr Muzyczny Roma, który niemal dzień w dzień gra „Upiora w operze" Andrew Lloyda Webbera. Dyrektorzy w Gliwicach, Lublinie czy Poznaniu wolą bezpieczniejszą różnorodność, tyle że wtedy mają do dyspozycji tytuły, którymi świat fascynował się pół wieku temu. [srodtytul]Telewizyjna rozrywka[/srodtytul] Na rodzimych twórców nie ma co liczyć, nieliczne polskie musicale są efemerydami. „Metro" Janusza Stokłosy i Janusza Józefowicza zagrane już ponad tysiąc razy pozostaje niepowtarzalnym wyjątkiem, na dodatek sami jego twórcy poprzestali na jednorazowym sukcesie. Dziś w Studiu Buffo realizują składanki w rodzaju „Wieczoru latynoskiego", powielając wzory tandetnej rozrywki pozycjami są zatem „My Fair Lady" Fredericka Loewego (światowa prapremiera – 1956 r.) czy młodszy o osiem lat „Skrzypek na dachu" Jerry'ego Bocka. Oba musicale ożywają nieustannie na naszych scenach w inscenizacjach, niewiele w gruncie rzeczy różniących się od siebie. Klasyczny polski teatr musicalowy jest bowiem tradycyjny, czasem wręcz anachroniczny na tle tego, co obserwujemy na scenach dramatycznych lub operowych. Ile razy można jednak oglądać w „Skrzypku na dachu" ten sam taniec z butelkami oraz mleczarza Tewjego ciągnącego swój wózek na tle zbudowanych z dykty chat biednej Anatewki? Jerzy Gruza, twórca tegorocznej inscenizacji musicalu (do którego sam powrócił po 24 latach) w Teatrze Muzycznym w Gdyni, w finale przywołał co prawda wspomnienie Holokaustu, przedtem jednak pokazał wszystko to, co oglądaliśmy w innych wersjach. [srodtytul]Mało eksperymentów[/srodtytul] Musical boi się reżyserskich eksperymentów, ale w ten sposób staje się widowiskiem dla konserwatywnej publiczności, która starzeje się wraz z nim. Rewolucyjny niegdyś „Jesus Christ Superstar" Webbera już nie bulwersuje, a inscenizacja Marcela Kochańczyka w Teatrze Rozrywki w Chorzowie po dziewięciu latach jest bez od reżyserskiej sztampy bywa jednak możliwe, co na festiwalu udowodniły dwa zespoły. Wrocławski Capitol pokazał drapieżną i rozgrywaną we współczesnej przestrzeni industrialnej „Operę za trzy grosze" Bertolta Brechta i Kurta Weilla (reżyser Wojciech Kościelniak). Natomiast z kanonicznym wzorem „Chicago" ustanowionym ponad 30 lat temu przez choreografa Boba Fosse'a zerwali w gdyńskim Teatrze Muzycznym Maciej Korwin i Jarosław Staniek. Oba przedstawienia miały tę samą energię, jaką dawał im precyzyjnie prowadzony zespół wykonawców. Inna sprawa, że te utwory wychodzą poza schemat bezpretensjonalnej opowiastki miłosnej, co ułatwia zadanie inscenizatorom. Taki jest również „Ragtime" pokazujący skomplikowane losy kilku amerykańskich rodzin u progu XX wieku. Z szansy stworzenia dzięki temu żywego widowiska skorzystał Gliwicki Teatr Muzyczny. [srodtytul]Młodzież atakuje[/srodtytul] Ale przecież i z banalnej historyjki, na której oparta jest intryga musicalu „Rent", da się sporo wykrzesać. Jednak inscenizacja Opery na Zamku w Szczecinie swą żywiołowość zawdzięcza przede wszystkim wykonawcom, których spora część w tym przedstawieniu debiutowała na scenie. To dzięki nim spektakl jest tak entuzjastycznie przyjmowany przez młodą widownię. Jeśli polski teatr chce się rozwijać, musi szukać nowych tytułów i bronić się przed wykonawczą sztampą. Kilkanaście lat temu narzekaliśmy, że brakuje aktorów, którzy potrafią tańczyć i śpiewać. Dziś większość zespołów prezentuje profesjonalny poziom, ale też do ich gry zaczyna się wkradać rutyna, powielanie tych samych aktorskich chwytów, do czego skłania konwencja tradycyjnego musicalu. Coraz częściej wykonawcy dobierani są jednak poprzez casting, więc aktorem może zostać każdy. Ale to bywa niebezpieczne. Bez profesjonalnego przygotowania obecni bohaterowie szczecińskiego „Rent" czy warszawskiego „Upiora…" za kilka lat mogą stracić głos i nie będą w stanie zaśpiewać prostej piosenki. Dlatego tak ważny jest rozwój studium wokalno-aktorskiego Teatru Muzycznego w Gdyni, którego absolwentów można spotkać niemal w każdym zespole. Niebawem zostanie ono przekształcone w studia wyższe przy Uniwersytecie Gdańskim.
taniec z butelkami skrzypek na dachu