oglądać Osiem gór (2022) cały film lektor pl cda, Osiem gór cały film cda po polsku za darmo, Osiem gór (2022) lektor pl cda cały film za darmo, | Մամուլի խոսնակ - Անկախ հրապարակումների հարթակ Po śmierci żony zamożny biznesmen, zainspirowany filmem "Osiem i pół"" Federica Felliniego, postanawia w rodzinnej posiadłości urządzić luksusowy dom publiczny. Informacje o filmie: Osiem gór cały film to dramat z 2022 roku, w reżyserii Felixa van Groeningena i Charlotte Vandermeersch, na podstawie powieści o tym samym tytule autorstwa Paolo Cognettiego. Opowiada o przyjaźni między dwoma mężczyznami, którzy spędzili razem dzieciństwo w odległej alpejskiej wiosce i spotkali się ponownie Recenzja filmu Osiem i pół (1963) 8 1/2 Federico Felliniego jest rewolucyjny.Marcello Mastroianni genialnie gra niespokojnego reżysera filmowego Guido, który miesza się w swoje własne marzenia i wspomnienia, jak próbuje znaleźć pomysły na swój następny film, podczas gdy coraz stale denerwuje się z jego producentów, załogi Osiem i Pół, Wrocław. 1,180 likes. Osiem i Pół – grupa muzyczna z Wrocławia, powołołana do życia w 2010 roku przez dwóch braci Pawła i Piotra Pół żartem, pół serio 1959 (Marilyn Monroe) Odblokuj dostęp do 14369 filmów i seriali premium od oficjalnych dystrybutorów! Oglądaj legalnie i w najlepszej jakości. Uciekający przed gangsterami bezrobotni muzycy Jerry i Joe przebierają się za kobiety i przyłączają do damskiego zespołu jazzowego. . Federico Fellini, Marcello Mastroianni, Nino Rota, Sandra Milo, Anouk Aimee, Claudia Cardinale, jednym słowem wszyscy. Wszyscy, którzy przyłożyli rękę do powstania „Osiem i pół”. To nie jest tylko film. To sztuka. Dwa razy w życiu czułam, że to na co patrzę i odbieram to sztuka. Niesamowite wrażenie. Jest to takie uczucie, które jak doświadczymy raz, czekamy aby przydarzyło się nam znowu – a nie jest to łatwe, tak trudno teraz o prawdziwą sztukę. Pierwszy raz poczułam, że to co odbieram to sztuka, gdy ujrzałam z bliska obrazy Witkacego, drugi raz – bardzo niedawno, gdy obejrzałam „Osiem i pół”. Zawsze po obejrzeniu filmu, mam mnóstwo do opowiedzenia, do porozmawiania, do przedyskutowania o tym co zobaczyłam. Uwielbiam rozmawiać o filmach. Tym razem, gdy skończył się seans, jedyne co mogłam powiedzieć to „sztuka”. Ten film jest czymś niesamowitym. Takie same przeżycia estetyczne, jak byśmy poszli do galerii oglądać obrazy wybitnego malarza. Fellini to malarz obrazu ruchomego. Nakręcił ponad dwadzieścia filmów, a wystarczyłby tylko ten jeden aby stać się legendą. Tym dziełem tak wiele wniósł do świata kina. Po obejrzeniu tego filmu nie mogę doczekać się kiedy kolejny raz go zobaczę. Za taką twórczość, jaką jest "Osiem i pół" powinno się płacić przy każdym seansie, za możliwość oglądania tego arcydzieła nieskończoną ilość razy. W dzisiejszych czasach mamy bardzo łatwy dostęp do sztuki i kultury, praktycznie na wyciągnięcie ręki, a tak niewielu z tego korzysta. Otwórzmy się na to co wspaniałe, na to co otworzy nam oczy na wiele nowych pięknych dzieł, coś co zainspiruje nas do poszukiwania coraz to nowych twórczości, które otwierają nas na świat, wzbogacają o przepiękne wrażenia, które są czymś wyjątkowym. To taka moja mała dygresja, którą od czasu do czasu będę starała się wplatać, by zachęcić wiele osób do odkrywania tego co jest tak blisko, a jednak trochę ukryte (mimo tej całej dostępności) – odrobina wysiłku i uda się znaleźć to co piękne. Wspominam o tym, bo stworzyłam ten blog, by to co piszę mogło stać się dla Czytelników inspiracją do poszukiwań w kulturze. Ale powracając do filmu. „Osiem i pół” w tym roku kończy już 52 lata. Historia powstania tego filmu jest bardzo ciekawa. Można powiedzieć, że Fellini wniósł w niego wiele wątków ze swojego życia. Kiedy miał stworzyć ten film i wszystko było gotowe, on nie miał pomysłu, tak jak Guido – główny bohater. Tylko, jak reżyser może to powiedzieć? Wszystko gotowe, wszyscy czekają, a on nie ma pomysłu? Postanowił, że nakręci film o tym, że reżyser nie ma pomysłu na film. Zazwyczaj wspaniałe filmy, mają tak proste historie, które wydają się nieprawdziwe, a jednak. Jak dobrze, że Fellini na moment miał kryzys twórczy, który doprowadził go do tego, że stworzył tak imponujący film, jakim jest „Osiem i pół”. Guido Anselmi miał nakręcić film. Wszystko już gotowe. Gigantyczne dekoracje, aktorzy, producent, nawet krytyk. Problem w tym, że twórca nie ma pomysłu na ten film. Fellini przedstawia nam w filmie rzeczywistość przeplataną z wyobrażeniami i wspomnieniami. Takie połączenie to uczta. Mnóstwo metafor. Chociażby scena początkowa, gdy główny bohater jest uwięziony w samochodzie, dusi się, a całe otoczenie na to nie reaguje, po czym udaje mu się uciec lub to, jak jego noga jest uwiązana do liny, gdy on znajduje się na wysokości i odpowiedzialność ściąga go na ziemię wraz z pociągnięciem sznurka. Fellini rzadko daje nam coś dosłownie, pozwala nam domyślać się, dzięki temu czujemy się, tak jakbyśmy coś odkrywali, współtworzyli z nim to dzieło. Sam kiedyś wspomniał, że nie lubi przedstawiać w filmach wszystkiego jak na tacy. Dzięki Ci za to Federico. Film rozpoczyna się wspomnianą wcześniej przeze mnie sceną – gdy Guido jest uwięziony w samochodzie. Następnie pokazany jest pobyt reżysera w sanatorium, gdzie przez cały czas zajęty jest rozmyślaniem nad tym o czym ma być film. Każda sytuacja, w której się znajduje jest przez niego analizowana jako pomysł, jako coś co mógłby wykorzystać w swoim dziele. Nic co się dzieje wokół nie jest jemu obojętne. Guido wraca wspomnieniami do dzieciństwa, przywołuje własne doświadczenia. Rzeczywistość, wyobrażenia i wspomnienia przeplatają się jedne z drugimi. To jest niesamowite. Oczywiście dzięki temu co dzieje się w rzeczywistości dowiadujemy się o bliskich mu ludziach, o jego życiu, problemach. Poznajemy to z czym się obecnie zmaga, to jakie życie miał oraz to, co jest w jego głowie. Poznajemy bohatera, dobrze jak nikogo innego. Guido ma 43 lata, żonę, kochankę, nie ma dzieci, jest reżyserem, nie ma pomysłu na nowy film. Całe jego otoczenie niestety nie jest mu pomocne w tym, by mógł coś stworzyć. Myśl, że nic nie napisze, że skompromituje się, że poniesie tego konsekwencje jest spotęgowana tym, że w jego otoczeniu są w większości ludzie związani z tą produkcją. Na każdym kroku słyszy, co już jest gotowe, jakich aktorów dobrać, że czas ich wszystkich goni, że jeśli się nie zdecyduje teraz to mają inną propozycję, a najmniej pomaga mu wszechobecny krytyk, który ostatecznie w wyobrażeniach Guido marnie kończy. Anselmi dostaje nawet radę, aby udać się do kardynała. Niestety rozmowa z duchownym wygląda, jak rozmowa ze ścianą. Cóż, Guido musi liczyć tylko na siebie. W międzyczasie przyjeżdża odwiedzić go kochanka oraz żona z siostrą. Spotyka również starego przyjaciela, pojawia się także tajemnicza postać Claudii. Dużą rolę w tym wszystkim odgrywają kobiety. W jednej ze scen – w wyobrażeniach reżysera – widzimy je wszystkie razem. Przyznam, że scena robi wrażenie. Co jest prawdą a co nie jest? Jak to wszystko się kończy? W ostatniej scenie widzimy wszystkich, którzy pojawili się w życiu Guida oraz w jego wyobrażeniach. Przy dźwiękach muzyki, wszyscy maszerują, w miejscu, do którego tak często przyjeżdżał i ogarniało go przerażenie – na plan. Teraz on i wszyscy tam zebrani biorą w tym udział, a on nareszcie jest reżyserem, ale czy jest reżyserem filmu, czy wyobrażeń? To jest naprawdę? Odpowiedź na to pytanie Fellini pozostawił dla nas. Notatka jest krótka i nie opisuje "klatka po klatce" filmu. Bardzo trudno jest go opisać właśnie w ten sposób. To nie jest zwykła opowieść, gdzie możemy przedstawić wszystko jedno po drugim. Tak, jak wspominałam wszystko się razem przeplata, ale nie jest to chaos. Całość jest bardzo przemyślana i ułożona mimo pozornego nieporządku. Piękny czarno-biały film, który wygląda, jak obraz. Jest tak wspaniały, że ma się ochotę nieskończenie długo na to patrzeć. Muzyka, której twórcą jest Nino Rota (bardzo często współpracujący z Fellinim) jest przepiękna. „Osiem i pół” to sztuka, to uczta dla ducha. Jeśli chodzi o mnie, to nie widziałam bardziej artystycznie stworzonego filmu niż ten. A Marcello? Zagrał wybitnie. Nie można wyjść z zachwytu. [Na fotografiach przedstawione jest pudełko płyty DVD filmu, który pochodzi z kolekcji filmów Federica Felliniego, które udało mi się zdobyć po miesiącach poszukiwań. Ależ to była radość.] Dystrybucja na DVD - Mayfly "Osiem i pół" (1963 r.), reż. Federico Fellini o aktorach tego filmu nie napiszę "występują", tylko - artyści, którzy wraz z wybitnym reżyserem stworzyli dzieło to Marcello Mastroianni, Anouk Aimee, Sandra Milo, Claudia Cardinale i pozostali aktorzy, którzy pozostawili w tym filmie cząstkę swego talentu. zdj. KT (zdjęcie Marcella w powiększeniu jest z okładki pudełka płyty DVD) Autorka wpisu: Klaudia Tworek To film dla romantyków, nie dla racjonalistów. Osiem i pól nie podąża ścieżkami myśli i rozumu, ale zmysłów i duszy, stanowiąc fascynującą mieszankę snu i jawy. A tak naprawdę jest jedną wielką metaforą życia reżysera, Federico Felliniego. Już od pierwszych scen możemy mieć pewność, że wyobraźnia autora gwarantuje nam wyjątkowy spektakl osobliwości. Oto Marcello Mastroianni wydostaje się z zamkniętego samochodu poprzez dach, uwalniając się z klaustrofobicznego koszmaru. Reżyser Guido, jego postać, unosi się teraz wysoko nad ziemią, z bezpiecznego dystansu obserwując ludzi. Dowiadujemy się, że to tylko sen przeżywającego depresję filmowca, który udaje się do sanatorium, by odnaleźć wewnętrzny spokój oraz inspirację, by mógł ukończyć swój dziewiąty film. Od początku do samego końca, Osiem i pół to niezwykle bogata estetycznie anatomia kryzysu twórczego. Guido balansuje na krawędzi obłędu, zewsząd odczuwając fatalną dla jego samopoczucia presję. Śni na jawie, wydobywa z siebie, wydawałoby się, dawno pogrzebane wspomnienia z dzieciństwa, tworzy urojone postacie. Dla mniej odpornych widzów ten deliryczny, poszarpany fabularnie obraz może być ciężki do zniesienia. Trudno znaleźć punkt zaczepienia, a cały film przypomina jedną wielką sesje terapeutyczną – zarówno Guida, jak i Felliniego. Ale kto wie, czy swoim dziełem wielki reżyser nie oddał najpełniej chaosu towarzyszącego artyście będącemu w kryzysie. Niespodziewane reminiscencje, utrata kontaktu z rzeczywistością, upersonifikowane najgorsze lęki – to wszystko staje się udziałem Guida, który szamocze się we własnej tożsamości, nie mogąc przełamać artystycznej niemocy. Przypomina sobie wszystkie ukochane przez siebie kobiety – zdystansowaną matkę, rozbudzającą chłopięce zmysły sąsiadkę i wszystkie kochanki, które przez lata zajmowały miejsce w życiu reżysera. Centralną postacią jest jednak żona Guida, Luisa (zjawiskowa Anouk Aimée), która nie jest w stanie dłużej znosić zdrad i wyskoków męża. Ten zabiega o ukochaną, ale najwyraźniej jest już za późno – Luisa wydaje się być niewzruszona. Kryzys artysty przeradza się w kryzys mężczyzny. Widzom mocno przyzwyczajonym do klasycznej narracji i wyraźnej osi fabularnej nie będzie łatwo przyswoić Osiem i pół. Dzieło Felliniego jest bliskie nowofalowej idei wolności twórczej, zrzucenia formalnych kajdan. Twórca La Strady jedno ze swoich największych dokonań potraktował jako swoistą autoterapię, a jednocześnie podjął próbę ukazania innym trudów i znojów artystycznej pracy. Zarówno on, jak i jego protagonista, desperacko pragną odpowiedzi, zrozumienia, odnalezienia sensu w codzienności. Życie, ze wszystkimi jego inspiracjami, przecieka im przez palce, a przecież każda chwila zdarza się w nim tylko raz. Co muszą zrobić, by w sobie odnaleźć siebie? Bardzo alegoryczny, oniryczny obraz Felliniego nie należy do najłatwiejszych w odbiorze. Przez ekran przewijają się dziesiątki pięknych postaci, będących realnymi i wyimaginowanymi towarzyszami życia Guida. Potężna dekoracja, zbudowana na potrzeby najnowszego filmu bohatera, symbolizuje ogrom wymagań, stawianych przed przygnębionym reżyserem. Mastroianni to filmowe odbicie Felliniego, który cierpiał katusze z powodu wysoko zawieszonej sobie wcześniej poprzeczki. Wspaniała scena w domu Guida, podczas której w jednym miejscu spotykają się wszystkie najważniejsze dla niego kobiety, jest kulminacją żądzy, lęków i wyrzutów sumienia zagubionego mężczyzny. Wyobraża sobie, że wszystkie te damy kochają go, ale jedna po drugiej budzi się z miłosnego odurzenia. Kobiety raz po raz odzierają artystę ze złudzeń, pozostawiając go jedynie z poczuciem winy i obrzydzeniem do samego siebie. Fellini w finale pozostawia nam jednak nadzieję. Nie wszystko stracone, nie musi być źle. Każdy jest panem swego losu, wydaje się mówić włoski wizjoner. To nie koniec, bo każdy ma w sobie pewną wartość, nawet Guido. Nikomu nie można odmówić odkupienia win. Artysta nigdy nie przestaje być artystą. Tytuł: Osiem i półTytuł oryginalny: 8½Premiera: Federico FelliniScenariusz: Federico Fellini, Ennio Flaiano, Tullio Pinelli, Brunello RondiZdjęcia: Gianni Di VenanzoMuzyka: Nino RotaObsada: Marcello Mastroianni, Claudia Cardinale, Anouk Aimée, Sandra Milo, Rossella Falk, Barbara Steele, Jean Rougeul, Mario Conocchia Tagi: 1963,Anouk Aimée,Barbara Steele,Claudia Cardinale,Federico Fellini,Jean Rougeul,kino europejskie,kino włoskie,klasyka,Marcello Mastroianni,Oscar,Rossella Falk,Sandra Milo {"type":"film","id":30830,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/film/Osiem+i+p%C3%B3%C5%82-1963-30830/tv","text":"W TV"}]} powrót do forum filmu Osiem i pół 2007-06-17 15:21:50 Uwielbiam Obywatela Kane`a,Casablance czy Rękopis znaleziony w Saragossie,ale ten film kompletnie mnie nie wrzeszczący Włosi i nudny do potęgi główny bohater. Iluvatar no i co z tego, ze lubisz "Obywatela Kane'a", "Casablance" i "Rekopis..." ?? Nie widze zwiazku... hauser ocenił(a) ten film na: 8 druid_3 Koledze zapewne chodzi o to, ze jest w stanie zrozumiec i docenic trudniejsze kino (patrz tytuły), ale na Fellinim zęby połamał. hauser Co racja to racja. Jedno zdanie i gęba zatkana. Bez zbędnych wyzwisk i niepotrzebnego marnowania klawiatury. hauser Jeszcze nie słyszałem, żeby ktoś połamał zęby na flakach z olejem... Evil_Ash phi flaki z olejem... flaki z olejem to każda część piątku 13a osiem jest znośny nawet dla topornych,, wciąga ale też wiele zależy od nastawienia [emocjonalnego i intelektualnego].. sten44 ocenił(a) ten film na: 8 hauser a to "trudniejsze" kino to zwłaszcza Casablanca. chyba raczej chodzi o to, że wszystkie te cztery filmy są czarno-białe :) Iluvatar Z całym szacunkiem dla "Casablanki" i "Obywatela Kane'a", ale z "Osiem i pół" nie wytrzymują porównania na żadnym polu. Jedynie "Rękopis znaleziony w Saragossie" można próbować porównywać, ale z wiadomym skutkiem. Kagan ocenił(a) ten film na: 4 guido8i05 "Osiem i pół" jest z tych filmów najsłabsze, proste. Kagan "Osiem i pół" jest z tych filmów najlepsze i najtrudniejsze Le_Cinema ''Osiem i pół'' jest z tych filmów najtrudniejsze i najsłabsze...;) GhostFace co za bzdurne wpisyoczywiście że nijak inne mu nie dorastają do pięt kto myśli inaczej się nie znabo nie bd twierdził że upośledzony czy ograniczony czy coś - bo nie każdy takie coś lubi - rozumieurzeczowiona koincydencja ma sens przy rzeczowej argumentaxcji galopujacy_jelen "- Aha! Wytłumaczyć i objaśnić uczniom, dlaczego Słowacki wzbudza w nas miłość i zachwyt? A zatem, panowie, ja wyrecytuję wam swoją lekcję, a potem wy z kolei wyrecytujecie swoją. Cicho! - krzyknął i wszyscy pokładli się na ławkach, rękami podpierając głowy, a Bladaczka, nieznacznie otworzywszy odnośny podręcznik, zacisnął usta, westchnął, stłumił coś w sobie i rozpoczął recytację. - Hm... hm... A zatem dlaczego Słowacki wzbudza w nas zachwyt i miłość? Dlaczego płaczemy z poetą czytając ten cudny, harfowy poemat W Szwajcarii^ Dlaczego, gdy słuchamy heroicznych, spiżowych strof Króla Ducha., wzbiera w nas poryw? I dlaczego nie możemy oderwać się od cudów i czarów Balladyny^ a kiedy znowu skargi Lilii Wenedy zadźwięczą, serce rozdziera się nam na kawały? I gotowiśmy lecieć, pędzić na ratunek nieszczęsnemu królowi? Hm... dlaczego? Dlatego, panowie, że Słowacki wielkim poetą był! Wałkiewicz! Dlaczego? Niech Wałkiewicz powtórzy - dlaczego? Dlaczego zachwyt, miłość, płaczemy, poryw, serce i lecieć, pędzić? Dlaczego, Wałkiewicz?(...)- Dlatego, że wielkim poetą był! - powiedział Wałkiewicz (...)Nauczyciel westchnął, stłumił, spojrzał na zegarek i Wielkim poetą! Zapamiętajcie to sobie, bo ważne! Dlaczego kochamy? Bo był wielkim poetą. Wielkim poetą był! Nieroby, nieuki, mówię wam przecież spokojnie, wbijcieto sobie dobrze w głowy - a więc jeszcze raz powtórzę, proszę panów: wielki poeta, Juliusz Słowacki, wielki poeta, kochamy Juliusza Słowackiego i zachwycamy się jego poezjami, gdyż był on wielkim poetą. Proszę zapisać sobie temat wypracowania domowego: „Dlaczego w poezjach wielkiego poety, Juliusza Słowackiego, mieszka nieśmiertelne piękno, które zachwyt wzbudza?”W tym miejscu wykładu jeden z uczniów zakręcił się nerwowo i zajęczał:- Ale kiedy ja się wcale nie zachwycam! Wcale się nie zachwycam! Nie zajmuje mnie! Nie mogę wyczytać więcej jak dwie strofy, a i to mnie nie zajmuje. Boże, ratuj, jak to mnie zachwyca, kiedy mnie nie zachwyca? - Wytrzeszczył oczy i usiadł, grążąc się w jakieś bezdenne przepaście. Naiwnym tym wyznaniem aż zakrztusił się Ciszej, na Boga! - syknął. - Gałkiewiczowi stawiam pałkę. Gałkiewicz zgubić mnie chce! Gałkiewicz chyba nie zdaje sobie sprawy, co powiedział? GAŁKIEWICZAle ja nie mogę zrozumieć! Nie mogę zrozumieć, jak zachwyca, jeśli nie zachwyca. NAUCZYCIELJak to nie zachwyca Gałkiewicza, jeśli tysiąc razy tłumaczyłem Gałkiewiczowi, że go zachwyca. GAŁKIEWICZ A mnie nie zachwyca. NAUCZYCIELTo prywatna sprawa Gałkiewicza. Jak widać, Gałkiewicz nie jest inteligentny. Innych zachwyca. GAŁKIEWICZAle, słowo honoru, nikogo nie zachwyca. Jak może zachwycać, jeśli nikt nie czyta oprócz nas, którzy jesteśmy w wiehu szkolnym, i to tylko dlatego, że nas zmuszają siłą... NAUCZYCIELCiszej, na Boga! To dlatego, że niewielu jest ludzi naprawdę kulturalnych i na wysokości... 43GAŁKIEWICZKiedy kulturalni także nie. Nikt. Nikt. W ogóle nikt. NAUCZYCIELGałkiewicz, ja mam żonę i dziecko! Niech Gałkiewicz przynajmniej nad dzieckiem się ulituje! Gałkiewicz, nie ulega kwestii, że wielka poezja powinna nas zachwycać, a przecież Słowacki był wielkim poetą... Może Słowacki nie wzrusza Gałkiewicza, ale nie powie mi chyba Gałkiewicz, że nie przewierca mu duszy na wskroś Mickiewicz, Byron, Puszkin, Shelley, Goethe... GAŁKIEWICZNikogo me przewierca. Nikogo to nic nie obchodzi, wszystkich nudzi. Nikt nie może przeczytać więcej niż dwie lub trzy strofy. O Boże! Nie mogę... NAUCZYCIELGałkiewicz, to jest niedopuszczalne. Wielka poezja, będąc wielką i będąc poezją, nie może nie zachwycać nas, a więc zachwyca. GAŁKIEWICZ A ja nie mogę. I nikt nie może! O Boże!(...)Nieszczęsny Bladaczka poczuł, że jemu także grozić zaczyna Pylaszczkiewicz! - krzyknął. - Niech Pylaszczkie-wicz natychmiast wykaże mnie, Gałkiewiczowi i wszystkim w ogóle piękności którego z celniejszych ustępów! Proszę uważać! Jeżeli kto piśnie, zarządzę ćwiczenie klasowe! Musimy móc, musimy móc, bo z dzieckiem będzie katastrofa!Pylaszczkiewicz podniósł się i zaczął recytować ustęp z recytował. Syfon ani trochę nie uległ powszechnej, a tak nagłej niemożności, przeciwnie - mógł zawsze, gdyż właśnie z niemożności czerpał swoją możność. Recytował zatem i recytował ze wzruszeniem tudzież z właściwą intonacją i z uduchowieniem. Co więcej, recytował pięknie i piękność recytacji, wzmożona pięknością poematu i wielkością wieszcza oraz majestatem sztuki, przetwarzała się niepostrzeżenie w posąg wszelkich możliwych piękności i wielkości. Co więcej, recytował tajemniczo i pobożnie, recytował usilnie, z natchnieniem;i wyśpiewywał śpiew wieszcza tak właśnie, jak śpiew wieszcza winien być wyśpiewany^O, cóż za piękność! Jakaż wielkość, jakiż geniusz i jakaż poezja! Mucha, ściana, atrament, paznokcie, sufit, tablica, okna, o, już niebezpieczeństwo niemożności było zażegnane, dziecko było uratowane, a żona tak samo, już każdy się zgadzał, każdy mógł i prosił tylko, żeby przestać. Zarazem spostrzegłem, że sąsiad smaruje mi rękę atramentem - pomazał już sobie własne, a teraz zabierał się do moich, bo trudno było zdejmować buciki, ale cudze ręce były tym okropne, że właściwie takie same jak swoje, więc cóż z tego? - Nic. A cóż z nogami? Machać? I cóż z tego? Po kwadransie sam Gałkiewicz zajęczał, że dosyć, że już uznaje, że uchwycił, że cofa, zgadza się, przeprasza i A widzi Gałkiewicz?! Nie ma to jak szkoła, gdy chodzi o wdrożenie uwielbienia dla wielkich geniuszów!" addam23 A teraz coś ode wymęczył mnie Fellini, wymęczył. Lubie surrealizm, lubię oniryczne klimaty i poplątanie prawdy z fikcją. W tym przypadku jednak zupełnie do gustu mi to nie Nie wiem! Moja niewiedza jest taka sama jak niewiedza dotycząca tego - dlaczego klimat innych filmów przypada mi do estetyczne - nie mam nic do zarzucenia, jednak w znaczący sposób nie są w stanie wpłynąć na moją ocenę (zupełnie inaczej niż np u Tarkowskiego)A treść? No cóż, nie wiem czy dobrze ją zrozumiałem (pewnie nie). Te wszystkie rozważania i rozterki Felliniego są w moim odczuciu... żałosne! (takie odnosiłem wrażenie podczas oglądania). Próbowałem dość długo dociec - dlaczego wydają się mi one żałosne?Podobny problem miałem z Bergmanem. Jest to w zasadzie mój ulubiony reżyser. Widziałem kilkanaście jego filmów, lecz tylko jeden mnie nużył i wydawał się żałosny. Który? Persona! (oceniłem go na 8/10, gdyż forma mi się bardzo podobała, no i ostatnie 20% filmu mnie zachwyciło)Dlaczego tak się dzieję? Doszedłem do następującego wniosku - rozważania zaprezentowane w tych filmach są mi zupełnie obce. W moim światopoglądzie takie problemy nie istnieją. W przypadku 8 1/2 tyczy się to głównie relacji damsko-męskich. Ten sposób myślenia jest mi całkowicie obcy. Nie rozumiem go i film ocenie na 4/10 lub 5/10 Parkas ocenił(a) ten film na: 10 addam23 Faktycznie, od tego czy umiemy siebie odnaleźć w głównej postaci zależy bardzo wiele. Ja w tak wielu scenach tego filmu widziałem siebie samego i to co czuje, swoje własne rozterki i problemy... cóż, do mnie akurat to trafiło i zakochałem się w tym filmie. Ale też z drugiej strony wcale mnie nie dziwi, że komuś może się 8 i pół nie podobać. A tak jeszcze szybko powracając do filmów wymienionych na samym początku to w moim osobistym odczuciu Obywatel Kane jednak jest najlepszy, 8 i pół niedaleko w tyle za nim, a Casablanca potem. Rękopisu nie widziałem, więc o nim się nie wypowiem. =) addam23 Świetny post! Podsumowuje wiekszosc dyskusji na temat Wielkich Ambitnych Filmow i Wielkich Genialnych Tworcow ... Pozdrawiam, mszywiol nabijasz się? czy jak to mam rozumieć? użytkownik usunięty Iluvatar Dlaczego "Obywatel Kane" najlepszy? Bo przełomy? Bo w rankingach wysoko? Wiecie co? Naprawdę nie mogę czytać , jak ktoś pisze: "Nie zrozumiałeś tej wielkiej sztuki, nie podoba Ci się - to znaczy, że jesteś mało inteligentny i tak dalej..." Ok, Fellini to wieki artysta, ale "8 i pół" mi się na przykład nie podobało. No przykro mi, było nudne po prostu. A ja oglądam wiele filmów i zwłaszcza ciężkich, których zjadacze popcornu czasami po prostu nie przetrawią. No i co to teraz znaczy? Że jestem za głupia na ten film? No proszę... Nie wszystko wszystkim musi się zawsze podobać. A mam wrażenie, że tutaj, w tym temacie, wypowiedziało się dużo najzwyklejszych snobów. "Jaki to nie jestem mądry, bo podoba mi się >". Naprawdę, nie oceniajmy ludzi po tym, czy podobają im się filmy Felliniego... imaginary__ Nie przejmuje i jestem głupi (bo w zasadzie to prawda), ale przynajmniej szczery. Zawsze coś. addam23 Jedni takie filmy ka Osiem i pół ogladają bo widzą ze wysoko cenioy, a druzyczy bo naprawde lubia to lepsze nie rozumiem kompletnie ludzi którzy oglądają filmy takie jak2012, Transformers 2 taki chłam strawic dla mnie tojest niemozliwością. Widac tu po wpisach ze wy sie zmuszacie do takiego kina i nie naprawde nie uważacie je za swoje ja sie delektuje przy takich dziłach, nie tylkoje cenie bo sa dobre i wysoko cenionbe ale takze bardzo lubie takie Fellini, Kurosawa, Begman, Kubrick, Mizoguchi, KObayashiPassolini, Antonioni, Visconti, De Sica, Leone, cała masa reżyserów amerykańskich tworzaca filmy w latach 30,40,50,60,70 dali nam najlepsze co oferuje kinotak zwane kino artystyczne , irracjonalneW ostatnich latach nawet te ambitne filmy dawają nam wszystko na tacy, zero myslenia, ciekawej historii w porównaniu do starszych wybitniejszych braci. Kojak555 Ale jakich filmach?Takich jak czy Słodkie życie - widać nie za to La Strade i Noce wymienionych przez ciebie - Bergman jest moim zdecydowanie pozostałych bardzo cenię poza Passolinim, którego jeszcze nie widziałem. addam23 Drogi Kolego pawelku115, bardzo się cieszę, że podoba Ci się wszystko, co uznawane jest za geniusz. Ja także lubie reżyserów, w których nazwiskach zrobiłeś literówki. Jednak nie wszystkim wszystko musi przypaść do gustu. Tracimy wtedy swoją indywidualność. Pozdrawiam. imaginary__ To tak jak z winem: ja sie kiedys nasadziłem na winki czerwone wytrawne typu "Malbec" [ok. 22 zł ] gęste, gorzkawe ja k czekolada ale ciekawe. Wpadl koleś i pyta: Co robisz????--Ano sączę! -- To daj sie tez nasączyć! Polałem. --Ale to syf!!!!!!!!!!!!!!!!Kwaśne! Gorzkie! masakra!!! Masz cukier???Ni i sypnął 2 łyżeczki , zamieszal długo i łyknął--Nooooooooooooo! Teraz jest suuuuper! Bo winko musi bys słodziutkie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!I takie to sa nasze dysputy nt. filmów! Co jednemu miłe to drugiemu zgniłe. Hej! imaginary__ trzeba jeszcze dodać, że jest to kino z trochę innej epoki, gdzie wartkość akcji nie zawsze wydaje nam sie właściwa i dlatego "przynudza". film obejrzałem z ciekawością po raz drugi (bo nie do końca pamiętałem sens) i przyznaję, że coś jest w nim męczącego, forma artystyczna oczywiście bez zarzutu, ciekawie poruszone kwestie komunizm-katolicyzm (Włochy były zdominowane rywalizacją tych dwóch opcji przez 40 lat), co nie każdy z widzów wychwyci, osobiście trudno utożsamić się z bohaterem, jak i - jednak - wniknąć w jego problemy, które wydają się - jak pisał bodajże adam23- z innego świata, nam nieznane, ale i raczej gardzone. no bo któż chciałby źle traktować swoją żonkę i mieć kochankę, z którą nie chce się spotykać (trochę wariatkę głupią), forma formą, treść treścią, dobry, ale nie sądze bym chciał go oglądać kilka razy. dlatego 8/10. inna epoka kina. kapral11 Z tą akcją i epoką bym nie przesadzał. Jestem przekonany, że zdecydowana większosć w tym temacie się wypowiadająca (krytycznie i nie) widziała i podobało im się kilka przynajmniej filmów z tej samej epoki i absolutnie bez czegos, co można by nazwać akcją. Co do oryginalnej i nietypowej formy - to broń obusieczna. Poza oczywistymi zaletami również łatwo może prowadzić do znużenia po jakims czasie oglądania filmu. Pierwszy szok i zainteresowanie formą mija i już zaczynamy łaknąć tresci (chyba ze forma tak strasznie nas zachwyca, ze nawet na to nie zwracamy uwagi). A z trescia przy mocnym zaakcentowaniu formy bywa sądze, żeby sama forma "8 1/2" mogła kogos na tyle zachwycic, żeby nie potrzebował "tresci". Jakosc i wartosc tresci w tym filmie również jest mocno dyskusyjna. addam23 ja bym przesadzał, bo jak już gdzie indziej pisałem, i problemy społeczne inne, i świadomośc społeczna. czy myslisz ze np. jakby teraz ktos zrobił film o wypalonym rezyserze, jego problemach z kobietami itd. - to by to miało sens?? nie, bo jest to już w pewnien sposób oczywistością, nie odkryjemy ameryki. Fellini tu dał dobry temat - ale na tamta nie jest tak banalna, poruszonych jest kilka wątków dotyczących natury ludzkości - np. jak odczytywać budowaną wieżę - może jako współczesną wieżę babel? kto konstruktorem: producent, czy jednak artysta? jaki jest sens bycia z kobietami - żona fajna, ale pociąga mężczyznę głupia zdzira....więc nie zaniżajmy wartości treści. kapral11 Czy ja wiem. Ogólnie o "problemach z kobietami" to filmów i książek było jest i będzie masa. Mysle że nawet ponownie cos z wypalonym rezyserem ponownie jak najbardziej mialo by rację bytu. Wszystko zależy od sposobu wykonania. Odnoszę wrażenie, że poetycka siła, która wybucha w opus magnum Felliniego – Osiem i pół – i która nie opuści filmów maga ekranu aż do jego śmierci, drzemała w artyście od samego początku i budziła się z tego długiego snu powoli i stopniowo, dając znać o sobie we wczesnych filmach w sposób subtelny i nienarzucający się naszej uwadze. Można by przypuścić, że tak jak każdy debiutujący twórca, Fellini szukał swojego stylu – własnej „kreski”, której uczył się i którą doskonalił na swoich pierwszych dziełach – realistycznych, pozornie tylko pozbawionych poetyckości. Jednak jest jeszcze inny aspekt tej sytuacji – to włoski neorealizm, który rozwijał się już pod koniec II wojny światowej i nieustannie wpływał na mistrza, krępując w pewnym sensie jego liryczne zapędy. Niemniej jednak całokształt twórczości Felliniego (pomimo radykalnej zmiany stylistyki w Osiem i pół) jest twórczością zdecydowanie osobistą, autorską; a odwrót od realizmu tłumaczyć należy raczej wewnętrznym rozwojem artysty, niż uwolnieniem się od panującego nurtu, którego schyłek obserwujemy w drugiej połowie lat 50. Dlatego właśnie dorobek autora La Strady śmiało możemy spiąć jedną klamrą i podpisać jego imieniem. Dowód? Otóż w każdym filmie Felliniego po Osiem i pół, będącym bardzo wyraźną cezurą w jego filmografii, dostrzec możemy elementy stylu, których zalążki znajdziemy w jego wczesnej twórczości (mówiąc o wczesnej twórczości będę miał na myśli filmy powstałe przed 1963 r.). Takim elementem autorskiego idiomu Felliniego będzie na przykład autobiografizm jego dzieł. Federico Fellini swoje światy zaludnia postaciami, które wykreowane zostały w oparciu o autentycznych ludzi. Ich sylwetki zapadły w pamięć reżyserowi, odciskając swój ślad w jego świadomości. Za przykład może nam tu posłużyć Saraghina – miejscowa prostytutka z Rimini, którą reżyser przywołał w Otto e mezzo. Jednak pomijając stałe motywy dzieł Felliniego, jak upodobanie do postaci kuriozalnych, powtarzające się pejzaże (bardzo często występująca plaża), szeroko opisywane w jego filmach zjawisko vitellonizmu (niedojrzałości emocjonalnej i społecznej), niezwykle istotne sceny po sekwencjach „orgiastycznych” (Wałkonie, Słodkie życie) etc., powrócę do zagadnienia poetyckości, które moim zdaniem jest pewnego rodzaju kluczem do autorskiego stylu maga ekranu. W moim odczuciu poezja (czy też „poezja ekranu”) jest pojęciem bardzo mglistym i niejasnym – czymś z natury nie tyle niedefiniowalnym, co z ogromnym oporem poddającym się sztywnym i niezgrabnym słowom definicji. Czując się jednak w obowiązku podjęcia próby zarysowania tego terminu, zacytuję Mirosławę Salską-Kaca, która w artykule Wybrane problemy stylu filmu poetyckiego definiuje zjawisko w następujący sposób: „[…] Film poetycki, instytuowany przez funkcję liryczną, charakteryzuje się najogólniej ewokacyjnym charakterem rzeczywistości przedstawionej, metaforyczną konstrukcją narracji, zmierza do pobudzenia skojarzeń odbiorcy; szczególnie istotna w tej wypowiedzi jest funkcja emotywna i autoteliczna […]”. Obcując zatem z filmem poetyckim, mamy do czynienia z pewnego rodzaju organizacją naddaną filmowego tekstu. Mówiąc prościej – z pewną głębią znaczeń. Dla przykładu: w finałowej scenie La Dolce vita główny bohater – Marcello (w tej roli Marcello Mastroianni) – nie jest w stanie usłyszeć wołania dziewczyny, która stoi nieopodal. Zagłuszają ją morskie fale. Na pierwszy rzut oka scena jest zrozumiała. Jednak gdy przyjrzymy się baczniej, zauważymy elementy, które ukrywają znaczenia i domagają się interpretacji. Jak rozpoznać taką naddaną konstrukcję sceny? Pierwszą przesłanką jest groteskowość całej sytuacji. Odległość między postaciami jest niewielka. Wystarczyłoby kilka kroków, żeby bohaterowie mogli się ze sobą porozumieć. Zamiast tego Marcello z rezygnacją klęczy na piasku, podczas gdy dziewczyna bezskutecznie usiłuje przekrzyczeć hałas panujący na plaży. Oczywiście tę genialną scenę należy interpretować w kontekście całości i wszystkich informacji, które zebraliśmy podczas projekcji filmu. Tak więc dziewczynę na plaży możemy zinterpretować jako symbol pewnego rodzaju „czystości”, za którą tęskni Marcello – jako przeciwieństwo zepsucia, którym kipi Rzym przedstawiony w filmie („Wiesz, że przypominasz anioła z umbryjskich witraży?” – pyta główny bohater w scenie w restauracji). Można powiedzieć, że należy ona do świata idei, do którego protagonista nie ma dostępu ze względu na hedonistyczny tryb życia, jaki prowadzi. O symbolice morza w dziełach Felliniego można by pisać bardzo wiele. W wielu filmach oznacza ono szansę odrodzenia (jak w zakończeniu La Strady). W Słodkim życiu jest podobnie. Końcowa scena rozgrywająca się nad morzem daje bohaterowi ostatnią szansę odkupienia, z której nie skorzysta. Pozostaje głuchy na głos swojego anioła i jak to zwykle u Felliniego, film kończy się pobłażliwą puentą – dobrotliwym uśmiechem dziewczyny. Takich subtelnych przykładów poetyckości jest oczywiście więcej w filmach sprzed Osiem i pół. Przywołać tu mogę chociażby postacie-symbole z La Strady, o których pisze Maria Kornatowska: „[…] Nie popadając we właściwą egzegetom Felliniego przesadę, można przyjąć, że trzy postacie filmu wyobrażają trzy podstawowe dla reżysera pierwiastki ludzkiego istnienia: zmysłową cielesność, która zamyka człowieka w granicach jego biologii i potrzeb materialnych (Zampano); pierwiastek duchowy, który stanowi o więzi człowieka ze światem i innymi ludźmi, w przeciwieństwie do ciała łączy a nie dzieli (Gelsomina); oraz fantazję i wolność, która bywa domeną sztuki i marzenia („Szalony”) […]”. Poetyckości sprzyja również epizodyczna struktura filmu (np. Wałkonie, Słodkie życie we wczesnej twórczości, Osiem i pół, Fellini – Satyricon, Rzym, Amarcord, Miasto kobiet etc. w twórczości dojrzałej), która skupia się na opisowości, pomniejszając znaczenie samej historii. Wyraźna jest tutaj funkcja emotywna, o której pisze Salska-Kaca, gdyż oko kamery nastawione jest na kontemplację przedstawionej rzeczywistości i dzięki temu na wzbudzanie emocji u widza. Federico Fellini sprzed Otto e mezzo jest artystą rozdartym między realizmem a wydumaną poetyckością. W latach 50. nie było we Włoszech reżysera, który nie ulegałby wpływom Neorealizmu, o czym pisze Kornatowska: […] Neorealizm jako suma pewnych poszukiwań i doświadczeń przeobraził bez reszty kino włoskie i w tym sensie każdy z włoskich realizatorów musiał znaleźć się w sferze jego oddziaływania […]”. Z jednej strony jego filmy sprzed 1963 r. są realistyczne, z drugiej – znajdujemy w nich metaforykę i niezwykłą fascynację światem ideałów i marzeń. No właśnie, obsesyjne pragnienie ucieczki w sferę marzeń charakteryzuje wszystkie wczesne filmy mistrza. Wanda (Brunella Bovo) z Białego szejka – Fellinowska madame Bovary – jest świeżo upieczoną żoną mieszczucha, zaczytaną w tandetnych romansidłach i marzącą o wielkiej, idealnej miłości. Tytułowi wałkonie z filmu z 1953 r. bujają w obłokach – snują wielkie plany o wydostaniu się z prowincji. Gelsomina (Giulietta Masina) z La Strady na próżno poszukuje ciepła w drugim człowieku, podczas gdy Augusto (Broderick Crawford) z Niebieskiego ptaka podświadomie czy nie – pragnie odkupienia. Tani dziennikarzyna Marcello ze Słodkiego życia chce wyrwać się ze szponów pustej egzystencji, poszukuje natchnienia, bodźca, lecz gdy je znajduje, pozostaje głuchy na ich głos. Jednak rzeczywistość nie jest łaskawa dla Felliniego – ściąga reżysera na ziemię razem z całym tłumem jego postaci. Wanda przekona się o tym, że książęta z bajek nie istnieją i wróci do męża; wałkonie zapewne dopełnią żywota na prowincji (oprócz najmłodszego Moraldo); a Gelsomina i Augusto umrą w samotności i zapomnieniu. Wszystkie te dzieła przenika ten sam motyw tęsknoty i rozczarowania – ten sam chyba, który prześladował życie samego reżysera. Tak jak jego postacie tęsknią i marzą, tak samo Fellini tęskni za niezwykłością i poezją. Jego myśli krążą wokół transcendentnych ideałów, jednak cały czas coś ściąga go na ziemię. Cokolwiek by to nie było: środowisko filmowe przesiąknięte poetyką neorealizmu, włoska krytyka czy wewnętrzna niedojrzałość do radykalnych zmian – sprawia to wrażenie jakiejś artystycznej blokady. Dlatego moim zdaniem w sferze formy Fellini w tym okresie swojej działalności, świadomie czy nie, idzie na kompromisy z publicznością i stosuje półśrodki. Dopiero w Osiem i pół poetyckie tony wyleją się z reżysera, jakby w końcu złamał w sobie tę blokadę, która ciążyła na nim od samego początku i ustępowała film po filmie. Już pierwsza sekwencja snu głównego bohatera – Guida Anselmiego (Marcello Mastroianni) – stanowi swoiste streszczenie bolączek reżysera z poprzednich filmów. Guido Anselmi jest uwięziony w korku, dusi się w swoim samochodzie, tak samo jak Fellini dusi się w swoim otoczeniu. Kiedy w końcu udaje mu się wydostać z wozu, wznosi się w przestworza i odlatuje – wolny jak ptak. Jednak po chwili ktoś (znów na plaży!) zarzuci mu na nogę lasso i ściągnie go na ziemię. Ciekawe, że tym kimś będzie jeden z dziennikarzy, którzy pojawią się w finałowej scenie… Osiem i pół filmu Lata 60. to dla kinematografii okres niezwykły. Spod ręki Ingmara Bergmana wychodzi seria arcydzieł, Francję zalewa Nowa Fala, gdzie początkujący filmowcy walczą z hollywoodzkim „kinem papy”, a we Włoszech Michelangelo Antonioni przedstawia swoją słynną tetralogię (Przygoda, Noc, Zaćmienie, Czerwona pustynia). Wtedy to właśnie Federico Fellini raz na zawsze zrywa z neorealistycznym mimetyzmem – powstaje Osiem i pół. Otto e mezzo jest niewątpliwie dziełem przełomowym, jednym z największych arcydzieł, jakie spłodziła kinematografia. Dlaczego? Otóż przede wszystkim jest to film dla tamtych czasów bezprecedensowy, jeśli chodzi o badanie stanu psychicznego postaci – łączący w sobie wielopoziomową strukturę sensów z niesamowitym obrazem życia wewnętrznego głównego bohatera. Dzieło Felliniego przeczy wszystkim regułom opowiadania historii, jakie wypracowali amerykańscy scenarzyści. Fabuła potraktowana jest tutaj pretekstowo na rzecz opisowości. Reżysera bowiem zdaje się interesować tylko i wyłącznie psyche Guida Anselmiego – Fellinowskiego alter-ego – która w filmie ulega dogłębnej penetracji. Guido Anselmi jest reżyserem. Przebywa właśnie w uzdrowisku na kuracji z powodu przemęczenia. Jego dramat polega na tym, że jest w trakcie realizacji nowego filmu, jednocześnie przeżywając głęboki kryzys twórczy: „Przypuszczałem, że wszystkie moje myśli są uporządkowane. Chciałem zrobić uczciwy film, bez żadnego kłamstwa. Myślałem, że mam do powiedzenia coś bardzo prostego. Film, który mógłby się przydać każdemu, który by mógł pogrzebać to, co w nas jest martwe. A zamiast tego, ja jestem jedynym, który nie ma odwagi cokolwiek pogrzebać. W mojej głowie jest chaos – ta wieża, którą mam tutaj. Zastanawiam się, dlaczego sprawy przyjęły taki obrót, kiedy ja popełniłem błąd? Nie mam w ogóle nic do powiedzenia, ale mimo to mam zamiar powiedzieć” – skarży się Guido. Niesamowity jest sposób, w jaki Federico Fellini mówi w filmie o samym sobie. Widoczne jest to już na poziomie samego tytułu – reżyser przed Osiem i pół nakręcił siedem filmów i po dwie ćwiartki do dzieł segmentowych. Tadeusz Miczka w swoim artykule Forma i nieokreśloność w kinie. jako dzieło otwarte przytacza niezwykle ciekawą teorię francuskiego teoretyka kina – Christiana Metza – że w filmie Felliniego wyodrębnić możemy trzy poziomy akcji: 1. Akcję wyobrażonego filmu Guida (Guido jako bohater swojego filmu) 2. Rzeczywistość, w której działa Anselmi (Guido jako bohater filmu Felliniego) 3. Rzeczywistość artystyczną Felliniego graniczącą z jego światem realnym (Fellini jako bohater swojego filmu) Zaskakujące jest to, że Osiem i pół moglibyśmy dopasować do każdego z tych segmentów osobno i postrzegać film w jego ramach. Na przykład moglibyśmy obejrzeć Otto e mezzo jako film Guida Anselmiego, w którym głównym bohaterem jest alter-ego Guida. Możemy założyć, że tak właśnie wyglądałby ten film, gdyby powstał. A może właśnie powstał i wcale nie jest filmem science-fiction z kosmiczną rakietą w tle, ale „filmem o filmie”, który Guido Anselmi zrealizował i właśnie go oglądamy? Jedna z postaci – literat Daumier – wypowiada się na temat filmu Guida zupełnie tak, jakby mówił o postaciach z Osiem i pół, czyli filmu, którego jest częścią: „Widzi pan, przy pierwszym czytaniu można zauważyć pewien brak problematyki ideowej, albo jeśli pan woli – przesłanek filozoficznych, co sprawia, że film staje się serią niczym nie uzasadnionych epizodów, jakkolwiek dość zabawnych, jeśli chodzi o ich dwuznaczny realizm. Czy te postaci każą nam myśleć? Czy chcą nas napełnić przerażeniem?”. Kwestia Daumiera stanowi rodzaj autoironicznego komentarza reżyserskiego. Równie dobrze możemy interpretować obraz tradycyjnie, czyli Guida jako kreację wymyśloną przez Felliniego, lub jeszcze inaczej – Guido to Fellini, sam reżyser jest bohaterem własnego filmu (na co wskazują liczne wątki autobiograficzne i styl bycia głównego bohatera – kapelusz, peleryna, a nawet sposób poruszania się). Maestria reżysera objawia się w tym, że poszczególne segmenty nachodzą na siebie, nie kolidując ze sobą wzajemnie. Osiem i pół jest snem we śnie. Jest równocześnie filmem Guida i filmem Felliniego, który otwiera się na intelektualną grę z widzem. Filmowa licentia poetica Według Salskiej-Kaca konstytutywnymi funkcjami przekazu poetyckiego w filmie są funkcja emotywna i autoteliczna. Czyli mówiąc najprościej, najważniejsze dla filmu poetyckiego jest budzenie emocji i ubieranie filmu w specyficzną formę (w zależności od przewagi któregoś z tych elementów w danym filmie dzielimy poetyckość na gorącą i zimną). W Osiem i pół oba te elementy – emotywność i autoteliczność – oddziałują na siebie wzajemnie, jedna wypływa z drugiej i odwrotnie. W arcydziele Felliniego funkcja emotywna opiera się na zabiegu uwewnętrznienia świata przedstawionego (co pociąga za sobą formę). Można powiedzieć, że ów świat przedstawiony wygenerowany jest przez osobę głównego bohatera – jest jego emanacją i obrazem jego duszy. To uwewnętrznienie świata ekranowej rzeczywistości, zakładające jej deformację, warunkuje podkreślenie w przekazie funkcji autotelicznej. Bowiem dla oddania skomplikowanego życia wewnętrznego postaci potrzebna będzie specyficzna forma – wyeksponowana i nieprzezroczysta. W filmie nie ma ani jednej sceny, która nie zostałaby przefiltrowana przez psychikę Guida. NARRACJA Nie zbłądzi zatem ten, kto stwierdzi, że kluczem do zrozumienia zjawiska poetyckości w Osiem i pół i filmie w ogóle będzie – po prostu – subiektywizm. Mirosław Przylipiak w swoim artykule O subiektywizacji narracji filmowej wymienia 7 sposobów prowadzenia narracji personalnej w filmie i – co znamienne – wszystkie pojawiają się w arcydziele Felliniego. 1. Punkt widzenia „[…] Ta technika polega na stworzeniu w obrębie kilku ujęć takich relacji przestrzennych, aby jedno – lub więcej – ujęć zawierało obraz widziany z pozycji postaci w diegezie […]” – pisze Przylipiak. Interesujące jest to, że już od samego początku filmu oglądamy świat oczami Guida – od sekwencji snu począwszy, przez scenę po przebudzeniu, aż do momentu, kiedy postać znajdzie się w łazience. Nie widzimy jego twarzy, gdyż albo oglądamy rzeczywistość z punktu widzenia Guida, albo widzimy tył jego głowy, albo znów coś nieustannie zakrywa jego twarz (prześcieradło, cień). Ciekawe! Dopiero gdy Mastroianni wejdzie do łazienki i spojrzy w lustro, dowiemy się, jak wygląda główny bohater. Tak jakby reżyser chciał od razu zapowiedzieć, że nie zobaczymy w filmie niczego, czego nie widzi Guido. Że właśnie on jest pośrednikiem, przez którego doświadczać będziemy wszystkich wydarzeń. W filmie mnóstwo jest scen, w których kamera poprowadzona jest z punktu widzenia protagonisty – przytoczę chociażby ujęcie w termach, gdy bohater idzie na spotkanie z kardynałem. Drogę zachodzą mu różne postacie, które udzielają mu rad lub proszą o wstawiennictwo u kościelnego dostojnika. 2. Monolog wewnętrzny „[…] To druga technika, która długo cieszyła się estymą wśród teoretyków filmu i z tego samego, co pierwsza, powodu jest doskonale powolna klasyfikacjom i eksplikacjom. Praktycy natomiast traktują monolog wewnętrzny nieufnie. Często można wśród nich spotkać się z poglądem, iż jest to technika mało subtelna i zbyt łatwa. Gdy nie ma pomysłu na ukazanie wnętrza postaci, wówczas nieudolność, brak wyobraźni łata się monologiem wewnętrznym […]”. Na szczęście Felliniemu wyobraźni nie brakuje, dlatego monolog wewnętrzny nie jest w Osiem i pół rozwiązaniem częstym. Zetkniemy się z nim w kilku zaledwie scenach. Na przykład gdy Guido po całym dniu w końcu zostaje sam w swoim pokoju hotelowym, słyszymy z offu: „Kryzys natchnienia? A jeśli on nie jest wcale chwilowy? A jeśli to ostateczny upadek kłamcy pozbawionego geniuszu i talentu?”. Za formę monologu wewnętrznego uznać możemy również sceny, gdy protagonista mówi do swoich duchów. Można by dyskutować na temat, czy rozmowa z majakami jest dialogiem, czy rodzajem monologu. Przychylałbym się jednak do drugiego wariantu, gdyż wspomniane „duchy”, jak nazywa je Guido, są tylko uzewnętrznionymi w postaci przywidzeń projekcjami rozgorączkowanej psychiki bohatera. Jest to zatem pewnego rodzaju rozmowa z samym sobą, czyli monolog lub solilokwium. 3. Punkt słyszenia „[…] To miejsce w świecie filmu, z którego przekazywany jest dźwięk dochodzący do widza […]”. W jednej ze scen Guido nuci motyw muzyczny, który raz po raz przewija się przez film. Jest to niepodważalny dowód na to, że cały czas słuchamy muzyki, która tak naprawdę rozbrzmiewa w czaszce głównego bohatera. Odnoszę wrażenie, że ów zabieg świetnie odwzorowuje mechanizmy działania naszej psychiki. Nieraz mówimy, że zasłyszana gdzieś przez nas piosenka „chodzi za nami” i nieustannie dźwięczy nam w uszach. W Osiem i pół mamy do czynienia z różnymi wariacjami utworów znanych kompozytorów ( Wagnera), które nieraz nachodzą na siebie (np. wplecione w muzykę Nina Roty kawałki rumby, którą słyszymy po raz pierwszy, gdy na scenę wkracza Saraghina), tworząc dziwne mieszanki, lub zaskakują nas niespodziewaną pauzą (jak w scenie, gdy Guido ma pierwsze przywidzenie). To psychika Anselmiego kontroluje muzykę w filmie. Słyszymy to, co aktualnie dźwięczy w głowie bohatera i oddaje stan jego duszy. 4. Subiektywność swobodnie zależna „[…] Chodzi więc o takie filmy, które wywołują w widzu nieodparte wrażenie zsubiektywizowania, choć nie posługują się żadną agresywną procedurą. Wiadomo, iż jednym ze sposobów bardzo silnego nasycenia świata filmu osobowością postaci jest po prostu jej wystarczająco długa i intensywna obecność na ekranie […]”. Otto e mezzo jest subiektywnie swobodnie zależne w tym sensie, że nie istnieje w nim scena, w której nie byłoby Guida. Przyjmujemy zatem horyzont poinformowania postaci jako swój własny. Główny bohater (abstrahując od pozostałych technik subiektywizacji wykorzystanych w filmie) jest narratorem w takim rozumieniu, iż stanowi swego rodzaju „filtr danych”, z którego widz nieustannie korzysta, dając się porwać światu wykreowanemu przez Felliniego. 5. Obrazy mentalne „[…] Efekt obrazu mentalnego osiąga się prawie zawsze poprzez deformację obiektywnego, przy czym pod słowem „obiektywne” rozumiemy zarówno wykształcone konwencje specyficznie filmowe, które status obiektywności posiadają, jak i nabyte poza kinem przekonania widza na temat tego, co możliwe i prawdopodobne […]”. Oglądając dzieło włoskiego mistrza możemy odnieść wrażenie, że rzeczywistość przedstawiona na ekranie jest tak dalece zdeformowana, że graniczy ona z sennym majakiem. Zupełnie jakbyśmy obserwowali rzeczywistość oczyma marzyciela lub człowieka psychicznie niezrównoważonego. Każdy element świata przedstawionego jest projekcją świadomości (bądź też podświadomości) Anselmiego – od scenografii po zachowania postaci. Zacznijmy od scenografii. Każda scena jest lustrzanym odbiciem nastroju Guida, każda jest na jakiś dziwnie spontaniczny sposób „zainscenizowana” przez podświadomość bohatera. Weźmy scenę przy źródle. Ruchy statystów są w niej nienaturalnie sztuczne, synchroniczne. Postacie poruszają się w takt utworu Wagnera, jakby przedtem „wyuczyły” się choreografii. W końcu pojawia się Guido – nieświadomy reżyser tego niesamowitego spektaklu. Stoi w kolejce do wodopoju i rozgląda się zdezorientowany osobliwym widokiem. Równie ciekawą sceną jest kuracja w termach, której scenografia stylizowana jest na antyczne łaźnie, a aktorzy – na rzymskich obywateli. Postacie owinięte są długimi togami, a ich sylwetki spowite są gęstą parą. Przykłady można mnożyć. Surowe wnętrza katolickiej szkoły, którą Guido pamięta z dzieciństwa, Kornatowska ochrzciła mianem „kafkowskiego ekspresjonizmu”. Obserwacja moim zdaniem jak najbardziej trafna. Ów ciężki, kafkowski nastrój jest wyczuwalny, gdy surowi księża sądzą chłopca i wymierzają mu karę za zadawanie się z miejscową prostytutką. Interesująca jest również praca kamery w finałowej scenie. Anselmi podczas konferencji prasowej rozmawia ze swoimi „duchami”. Kamera jest swobodna. Szybuje po planie niczym zjawy, prześladujące głównego bohatera. Jak wcześniej wspomniałem, również orszak postaci otaczających Guida jest jednym wielkim obrazem mentalnym. Wystarczy wspomnieć posępnego kardynała, który smętnym głosem cytuje Orygenesa w odpowiedzi na wyznanie protagonisty: „Eminencjo, jestem nieszczęśliwy!”. Podczas gdy bohater w swoim filmie pragnie przedstawić niezłożone prawdy, powiedzieć coś bardzo prostego – Daumier, będący obrazem artystycznych konfliktów, które targają reżyserem, wypowiada się na temat scenariusza w sposób przeintelektualizowany i zawiły, co nieustannie pogłębia artystyczną niemoc Guida. 6. Rama „[…] to, ściśle rzecz biorąc, obrazy graniczne, to te obrazy w dziele filmowym, które oddzielają fragmenty realne od motywowanych osobowo […] W kinie współczesnym wyraźne oddzielenie części subiektywnej od obiektywnej nie jest już niezbędne i często bywa pomijane. Niemniej jednak rama jest wciąż może najefektowniejszym sposobem informowania o statusie sekwencji, o tym więc, czy mamy do czynienia ze snem, czy z majakiem, wspomnieniem, wizją itp. […]”. Abstrahując od tego, że akurat w Osiem i pół nie możemy mówić o „części subiektywnej” i „części obiektywnej”, gdyż nie ma w filmie partii obiektywnych, w obrazie mamy do czynienia z tymi subtelniejszymi rodzajami ramy. Pamiętna i niezwykle liryczna jest chociażby scena, w której w sypialni Guida pojawia się jego zmarła matka i zabiera go do krainy jego własnego snu.

osiem i pół cały film